Translate

czwartek, 21 lipca 2016

And I finished my new blog!! Awesome!!

Hi! 

Wreszcie stworzyłam ten nowy blog! Myślę, że warto go czytać, bo mam wszystko obmyślone i będę się jeszcze bardziej starać!!


Postanowiłam pisać nową opowieść o pewnej dziewczynie, nad którą czuwa pewna nadprzyrodzona istota. Gatunki, które przewiduję tam wpleść to : horror(bardziej krwawy, ale myślę, że nie tylko), romans, dramat, przygoda(w małej mierze, ale jednak), fantastyka. Po części opowiadanie będzie też zawierało wplot o marionetkach na sznurkach i właśnie w tych częściach będzie główna mowa o horrorze.
to taki krótki opis :
~Można by rzec, że jesteśmy jak te lalki drewniane,
Przez los jak przez lalkarza, na sznurkach wciąż poruszani...
Czasami sznurki się przerywają, bądź lalka uszkadza
i tak jak człowiek nie może żyć dwa razy, tak nowe sznurki czy naprawiona lalka już nigdy nie będzie tym samym.. - tak myśli pewna  jasnowłosa dziewczyna, której dobra strona jest zagrożona. Czy charaktery takie same nie staną przeciw sobie? Czy nad dziewczyną opiekę przejmie pewien dobry Shin czy raczej zły Kanashimi? Czy może ktoś zupełnie inny?
Oto opowiadanie, w którym rolę grają dwa światy.~






LICZĘ, ŻE ZAINTERESUJE WAS I OZNAJMICIE SWOJĄ OBECNOŚĆ KOMENTARZEM :** WSTĘP INFORMACYJNY I PROLOG JUŻ JEST, A JA IDĘ TERAZ PISAĆ I ROZDZIAŁ :D


A TU ROZDZIAŁU NIE MA, GDYŻ TYLKO JEDNA OSOBA SKOMENTOWAŁA OSTATNI I MAMWRAŻENIE, ŻE TERAZ NIKT GO JUŻ NIE CZYTA T.T



Bye 





~~CAMI

sobota, 25 czerwca 2016

Rozdział dwudziesty szósty "W tej chwili żałowałem, że tak długo pałałem do niej nienawiścią"

PRZEPRASZAM, ŻE ROZDZIAŁ TAKI KRÓCIUTKI, ALE TO PASUJE DO WYDARZEŃ, JAKBYM DODAŁA COŚ JESZCZE, POPSUŁA BYM NASTRÓJ :/

Niedługo kolejna część,kiedy nie wiem ale szybko.
ALE CZY CHCECIE JESZCZE TEGO BLOGA? KTO GO W OGÓLE JESZCZE CZYTA OPRÓCZ TYCH 2-3 DZIEWCZYN, KTÓRE KOMENTUJĄ?? BO TAK TO, TO NIE MA SENSU...





NOWY BLOG JUŻ NIEDŁUGO, A Z NIM NOWA HISTORIA..



Życzę miłego czytania i WESOŁYCH WAKACJI ❗❗❕❗❕❕❗❕❕❕❗❕❕❕❗❕❗❗❗❗❗❤❤



Ja zmykam oglądać ANIME i wymyślać dokładnie nową historię.



A i ktoś słucha jeszcze zespołu ONE OK ROCK?! Jak nie to polecaaaaaam!!!! 💙💜💛💚💝❤💓💖😍😍😍😂😉




















ANNA








Cały czas martwiłam się gdzie może być Elsa. Nie mogłam nawet spokojnie zasnąć. To moja siostra, myśl, że mogło jej się coś stać spędzała mi sen z powiek. Siedziałam aktualnie w mojej sypialni na kolanach Kristoffa. Otulona jego umięśnionymi ramionami popijałam już trzeci kubek kawy. To wszystko ze zdenerwowania. Nie wiem co się dzieje z moją siostrzyczką, a jeśli już za późno? A jeśli ona j-już n-nie... żyje? Momentalnie zakryłam oczy wolną ręką.Kristoff widząc to odłożył mój kubek na drewnianą szafkę nocną i mocniej mnie przytulił. Rozpłakałam się już na dobre.. Nawet nie wiem co z nią. A może jest cała i zdrowa? Może nic jej nie jest? W takim razie gdzie ona jest?
-Ćśś.. Już dobrze, jestem tu Aniu- pogłaskał mnie po glowie. W tej chwili pomyślałam jak to dobrze, że jest ze mną, nie robiło mi różnicy jakiego stanu jest. Ważne, że go k-kocham..
-Kristoff, g-gdzie ona j-jest?- zapytałam drżącym głosem i zacisnęłam pięści na jego barkach.
-Nie mam pojęcia, ale znajdziemy ją, nie martw się -powiedział cicho czym uspokoił moją duszę, ale zaraz się ocknęłam z pięknego kłamstwa.
-Skąd możesz wiedzieć.. Nie ma żadnego śladu po niej- zadrżałam.
Nagle do drzwi rozległo się pukanie. Jeden z gwardzistów wszedł po usłyszeniu pozwolenia. To Tom, jeden z bliższych naszej rodzinie.
-Czy coś się stało?-zapytałam odsuwając się od blondyna na odpowiednią odległość.
-W rzeczy samej, droga księżniczko- zbladł w jednej chwili. Zmartwiona zeszłam z kolan chłopaka i ustałam przed mężczyzną.- Jeden z miejscowych rybaków mówi iż znalazł królową - otworzyłam szeroko przeszklone oczy.
-Prowadź -rozkazałam.
Wyszliśmy z komnaty i kierowaliśmy się w stronę wyjścia z zamku. Gwardziści przeprowadzili konie.-To aż tak daleko?-zapytałam głaszcząc białego konia po grzywie.
-Tak, droga pani. Jedźmy już -nie podobał mi się jego wyraz twarzy. Skinęłam głową, po czym ruszyliśmy. Jechaliśmy dość długo, w końcu jednak zatrzymując się przy brzegu wysepki. Zeszłam powoli z konia i razem z Kristoffem ruszyłam za gwardzistami w miejsce tylko im znane.
Na miejscu kątem oka zauważyłam jakiegoś starszego mężczyznę.
Przecisnęłam się przez strażników by widzieć to czego tak bardzo nie chciałam i czego tak bardzo się bałam. Zamarłam widząc przyczynę tak ponurych min. W oczach pojawiły się łzy, tak prawdziwie jak i pełne bólu i cierpienia. Pierwsza fala uszła ze mnie już chwilę później. Zapłakana podeszłam bliżej i uklękłam przy tak bliskiej mi osobie.
Drżącą ręką schowałam jeden z prawie białych kosmyków grzywki za ucho mojej siostrzyczki.
-E-elsa..- wydusiłam z siebie. Tylko tyle udało mi się powiedzieć. Czułam w gardle ogromną gulę, która powiększała się z każdym spojrzeniem na jej blade i zimne ciało. Tak bezwładnie i niewinnie leżała na plaży z przymkniętymi oczyma. Wetchnęłam bezradnie wciąż drżąc.- Co się s-stało?-zapytałam ni to do Elsy, ni to do rybaka stojącego tuż obok mnie. Chciałam znać jednak odpowiedź, co się stało.
-Podczas wczorajszego popołudnia, gdy wypływałem na połów, przy skałach odnalazłem toż to ciało. Był jeszcze jeden, pewnie kapitan, ale go zabrano do pobliskiej gospody, gdzie dyżuruje jeden z lepszych lekarzy. Jest szansa by go uratować-zaśmiał się pod nosem - niestety królowa nie ma takiego szczęścia. Każdy mógłby stwierdzić poważne złamania i krwotok w czaszce, który zdiagnozował właśnie ten lekarz. Nie oddychała już, gdy ją wciągałem do łodzi. Nawet na cud i czary tu za późno-powiedział smutnym głosem. A-ale jak to.. Przecież to niemożliwe.. Ona .. Odeszła w dzień swoich urodzin. Nadal przy niej klęcząc, spojrzałam w jej oczy . Przykryte powiekami.
- Wszystkiego najlepszego siostrzyczko z okazji twoich 19-tych urodzin. Kocham cię Elsuś, nie zapomnij o mnie. Złożyłam delikatny pocałunek na jej chłodnym czole. Z oczu poleciały mi łzy. To koniec. Ale jak? To takie niesprawiedliwe.. Ona była taka młoda, miała taką piękną moc, była niezwykła.. I jej urodziny.. Nigdy nie obchodziła żadnego święta ze względu na swój dar. Nawet właśni rodzice uważali ją za niebezpieczną. Całe lata ukrywana.. A gdy już możemy razem spędzić wspólnie jej święto, ona mnie opuszcza.. Zostawia na pastwę tego świata.. To okrutne..















KRISTOFF










Stałem tak przy gwardzistach i obserwowałem ukochaną. Klęczała przy Elsie i wylewała kolejne potoki łez. Tak było mi przykro. Dopiero po chwili zorientowałem się, że po moich policzkach również spływają krople rozpaczy. Nie mogła do mnie dotrzeć myśl, że ona już nie powróci. Nie zaszczyci nikogo swoimi oschłymi spojrzeniami, jak i przyjaznymi uśmiechami, w chwili radości. Ona nie mogła zginąć.. umarła tak młodo...








*
*
*














KRISTOFF









Anna trwała w rozpaczy już pięć godzin, zmrok witał pobliskie skrawki nieba. Straż odeszła wraz z rybakiem.. Poszli na moją prośbę.. To trwa już tak długo..
-Aniu-podeszłem do niej i położyłem jej dłoń na ramieniu.- już późno, musimy wracać..-
-Nie zostawię jej- powiedziała ściskając jej rękę.. Tak było mi jej szkoda. Przeżyła śmierć swoich rodziców , a teraz również starszej siostry..
- Zabiorę ją na mojego konia, chodź już proszę - lekko ją uniosłem i przytuliłem. Była taka słaba, nie miała nawet siły dojść do wierzchowca.. Dźwignąłem bezwładne ciało królowej idąc do czarnego konia.

Jechaliśmy w ciszy. W pewnym momencie zauważyłem iż biały wierzchowiec wiezie śpiącą księżniczkę wtuloną w jego grzbiet. Westchnąłem. To takie niesprawiedliwe..
















*
*
*














Nazajutrz  odbył się pogrzeb. Widziałem te smutne miny wpatrujące się w martwe ciało.. Przytuliłem mocno stojącą tuż obok niego Annę.












JACK









Wleciałem przez uchylone okno do bazy świętego. Podbiegłem do podstawki na podniesieniu obok ogromnego globusa i wcisnąłem czerwony guzik, by przywołać strażników. Ta technologia mnie nieraz naprawdę zadziwia, pomyślałem czekając na towarzyszy. Pojawili się po około piętnastu minutach.
-Jack, czy coś się stało?- zapytała Ząbek troskliwie.-Jak wezwałeś nas tu bez powodu, to..-
-Elsa zniknęła -przerwałem zającowi. Momentalnie wszyscy zbledli. - W jej pałacu..  podpisała pakt z Diną i... i nagle podłoże się zapadło.. Walczyliśmy, ale nie udało się.. Nie wiem gdzie jest..- poczułem się winny za jej krzywdy.. Miałem jej pilnować.. Westchnąłem..
-Jack znajdziemy ją - powiedział North, kładąc mi dłoń na ramieniu.






*
*
*





Jednak nic nie pomogło. Ślęczeliśmy nad jakimiś książkami ze śpiącymi twarzami..
-Odwidźmy Arendelle- ożywiła się Ząbek. W sumie miała rację. Gdzie znajdziemy jakieś wskazówki, jak nie na miejscu zdarzenia?..









Już po kilku minutach lądowaliśmy saniami na  dziedzińcu. Pobiegłem szukać Anny i reszty. Znalazłem ich jadących na koniach, nie, blondyn jechał, księżniczka za to spała na swoim przyjacielu. Zaśmiałem się pod nosem. Po chwili, jednak moja twarz pobladła, a wmalował się na nią strach. Poleciałem bliżej. Kristoff na swoich rękach trzymał Elsę. Zaraz koło mnie zjawiła się reszta strażników.
-Co z nią?-zapytał kangur.
-Śpi?- dodał North, jakby bojąc się odpowiedzi.
-Elsa..-blondyn wciągnął powietrze drżąc lekko.-O-ona.. Nie wiem gdzie płynęła.. Jej statek rozbił się na przydrożnych skałach, a w dodatku wczoraj przecież był ogromny sztorm -stwierdził jakby sobie o czymś przypominając.- Nie żyje..- wszystko stało się ciemne. Moje myśli zwolniły.. Co?.. O-ona  nie żyje?.. Czułem jak po jednym policzku spłynęła mi łza. To koniec? Już nie jestem jej strażnikiem? Nie .. Nie zaszczyci mnie już swoim spojrzeniem?.. W tej chwili żałowałem, ze tak długo pałałem do niej nienawiścią..







Siedziałem przy niej w jej komnacie. Leżała na łóżku. Tak jak wcześniej,gdy za pierwszym razem miała zginąć.. Teraz też łudziłem się, że  się obudzi i spojrzy na mnie. Zaśpiewa jedną piosenkę i zlęknie się gdy powiem, że ładnie śpiewa..
















PRZEPRASZAM, ŻE ROZDZIAŁ PEWNIE POPSUTY, ALE WĄTEK URODZIN ELSY I POGRZEBU ROZBUDUJĘ W NASTĘPNYM ROZDZIALE 😉









piątek, 27 maja 2016

NIECH TEN POST SKOMENTUJE KAŻDY, KTO CZYTA TEN BLOG, LUB PO PROSTU ROZDZIAŁ !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! PROSZĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘ TO DLA MNIE BARDZZO WAŻNE!

Cześć!

Piszę, ponieważ mam do was pytanie.
jednak przedtem chciałam powiedzieć, a raczej napisać, że jest mi bardzo przykro i no kurde zawiodłam się.... czy ja pizę tak tragicznie, by nie komentować? Z CAŁEGO SERDUSZKA DZIĘKUJĘ NATALII FOREVER ZA SKOMENTOWANIE OSTATNIEGO ROZDZIAŁU <3 NAWET .NIE WIESZ JAK BARDZO CI ZA TO DZIĘKUJĘ :**

a teraz to pytanie....


-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-



Czy nie uważacie, że ten blog jest emm.. przewidywalny i taki... no nudny? zagmatwany?
Bo dzisiaj tak myślałam i zdałam sobie sprawę, że opisuję powtarzające się bardzo często zdarzenia...



Zastanawiam się czy nie założyć nowego bloga, a tego usunąć.. I tak straciłam ponad połowę czytelników... I to mnie smuci..... :'(










Inny blog byłby.. no właśnie.. o czym?
O czym chcielibyście czytać?

* o historii Jelsy, ale innej i starannej napisanej :*
* o historii dziewczyny, ktłóra jest takjakby demonem > nic więcej nie zdradzę! muhahhahahaha!!!<
* o historii zwykłej dzewczyny, która ma depresję i myśli samobójcze > no też mi się podoba ten pomysł :* <
* o historii dziewczyny nad którą czuwa pewna nadprzyrodzona istota > również nic więcej nie zdradzę! muhahhahahaha!!!<

* A MOŻE JESZCZE O CZYMŚ INNYM??????




UPRZEDZAM, ŻE NOWY BLOG BYŁBY TAK JAKBY LEPSZY, BARDZIEJ PRZEMYŚLANY, BO PRZYŁOŻYŁABYM SIĘ DO NIEGO STARANNIEJ, ROZDZIAŁY TEŻ BY BYŁY CZĘŚCIEJ. A I BARDZO CIEKAWY, BO NO JA MAM POMYSŁY I NO, TEN..... NO!  NO I KĄCIK MIŁOSNY PEWNIE BYŁBY W KAŻDYM!!!! jeżeli chcecie oczywiście ;)





Nie chciałabym by mój blog był podobny do innych. Ja mam wyyyyyoooobraaaaźnieeeee , więc o to spokojna głowa ^.^, .....ale o czym byście chcieli czytać?





Nie chciałabym się żegnać z Jelsą, naprawdę, ale czy też czujecie, że ten temat jest już oklepany??? NWM







Śmiało piszcie. A i historia o jelsie była by iinna i bardziej przyłożona :*







WYBÓR NALEŻY DO WAS!!!



CHCIAŁABYM BY CHOCIAŻ TERAZ NAPISAŁ KOMENTARZ KAŻDY, KTO GO CZYTA, PROSZĘ. TO DLA MNIE BARDZO WAŻNE.




A, NO I CZY BYŚCIE CZYTALI GO?



                                                                          ~ wasza Cami :*

niedziela, 22 maja 2016

Rozdział dwudziesty piąty " Czyli pisane mi zginąć tak jak moi rodziciele?..." + informejszyn ✳✴❄

ELSA















Patrzyłam jak książę Patrick znika z moich oczu. Coś zakuło mnie w sercu. Czy jest mi smutno, bo długo już go nie zobaczę..? Nie, nie wierzę w to, to niemożliwe.. Muszę się ogarnąć! Królowa nie ma czasu na historyjki miłosne.. To strata czasu i nerwów. Uporządkowałam myśli i rozejrzałam się. Krajobraz był niesamowity.. Mimo południowych godzin widok z morza w pełni zachwyca.. Patrząc tak, z tyłu w oddali ujrzałam ciemne chmury. Zaczęłam szukać wzrokiem kapitana. Znalazłam go przy dziobie statku. Skierowałam się ku niemu.
-To nam nie zagraża?- nakierowałam go na chmury. Dopiero teraz mu się przyjrzałam. Był dość postawny, włosy i oczy miał w ciemnym kolorze. Mężczyzna wpatrywał się chwilkę w obiekt ze zmartwioną miną, po czym z uśmiechem powiedział.
-Ależ oczywiście droga, dopłyniemy jeszcze zanim  pojawią się kolejne- wyczułam, że mam się nie martwić. Postanowiłam zaufać, jednak bardzo mi się nie podobało jego zmartwienie. Postanowiłam się uspokoić i zająć się czymś. Teraz na pokładzie zauważyłam drzwi wyodrębnione w wyższej części statku. Uchyliłam je i moim oczom ukazały się schodki prowadzące na dół. Podpierając się ścianki zeszłam po stromych stopniach. Jedynym źródłem światła w tej chwili była lampa oliwna wisząca na ścianie. Wzięłam ją i zagłębiłam się dalej. Chodząc po drewnianej podłodze zauważyłam starą sztalugę, kilka płócien, pędzli i farby nałożone na beżowe pudełeczka. Wyniosłam wszystko, a gdy postawiłam to na górze pokładu, oczy mi się zaświeciły. Kocham malować, mimo iż kilka lat już tego nie robiłam, to przecież muszę jeszcze coś pamiętać. Przyklękam i dmuchnięciem odczyściłam przybory malarskie z kurzu.
Zaczęłam malować. Z początku nie szło mi to za dobrze lecz z każdym kolejnym ruchem ręki pędzel tworzył to delikatniejsze, to z kolei wyraźniejsze linie. Właśnie poprawiałam prawe skrzydło lodowego wierchu, gdy na płótno skapnęła kropla deszczu.. Zaraz co? Uniosłam głowę, a nade mną wznosiły się szare chmury burzowe. Zaniepokojona spojrzałam na niebo.. Cała przestrzeń wypełniona ciemnymi chmurami. To straszne, bałam się,że nie dopłyniemy do brzegu przed burzą. Zdenerwowana szybkim tempem wstałam uprzednio przewracając sztalugę na drewniane deski. Ruszyłam do kapitana, gdy już stałam przed nim, zapytałam.
-Nie zdążymy dopłynąć, prawda?- starłam z twarzy krople deszczu, które padały coraz bardziej obficie. Uniosłam ręce, a na wewnętrzne części dłoni spadały teże krople wody. Moment później obydwoje byliśmy przemoczeni.
-Ulewa jest coraz mocniejsza, sztorm nas nie ominie..-stwierdził unikając mojego pytania. Zmarszczyłam brwi z powodu słów, które przed chwilą usłyszałam, jak i przez to, że moje pytanie zostało spławione. Teraz naprawdę dotarły do mnie słowa wypowiedziane przez szatyna. Po moim policzku spłynęła kropla, ale nie ta z chmur, to była moja łza. Sztorm nas nie ominie..
Nagle statkiem zakołysało, a ja upadłam i uderzyłam w kraniec podestu. Siła uderzenia była tak duża, że po moim licu zamiast łez polatywała krew. Ciemnobordowa ciecz zamazywała mi pole widzenia. Przetarłam dłonią oczy i starałam się być silna. Królowa nie powinna być tchórzem. Podniosłam się i obserwowałam niebo. Zjawisku towarzyszyły pioruny i grzmoty, morzu zaś ogromne fale. Było południe, a po słońcu ni śladu. To nie może się tak skończyć.. Muszę wrócić do moich poddanych, do bliskich, do Arendelle.. Pobiegłam do kapitana i spojrzałam na niego.
-Musisz dać radę. Trzeba wypłynąć z tego obszaru- nagle w maszt uderzył piorun. Schyliłam się by nie dostać. Gdy podniosłam głowę zachwiałam się. Nie mamy masztu. To jak wyrok na śmierć. Przeraziłam się, pierwszy raz byłam pewna, że zginę, że nie dożyję jutra. Już nie spojrzę na strażników marzeń, na Annę, moje bałwanki -zaśmiałam się mimowolnie, gorzko się zaśmiałam...- nie pomogę mieszkańcom Arendelle, nie wysłucham ich próśb. Nigdy już nie zobaczę Patricka, to dziwne w jak krótkim czasie go polubiłam..-westchnęłam smętnie...
-Elso, przykro mi, ale ten prym nie dopłynie do brzegu- zauważyłam jak mężczyzna powstrzymuje się by nie uronić łzy. Nie dziwię się, pewnie ma rodzinę, którą kocha, to przykre, że teraz wszystko straci.
















***














Deszcz padał coraz mocniej, a wiatr wiał bardziej wściekle, statkiem coraz bardziej kołysało. Nie chcę się poddawać, to nie może się tak skończyć. Rana głowy tylko mnie osłabiała.. Oboje byliśmy wyczerpani walką o przeżycie, którą teraz przegramy, już za moment...








Kurczowo trzymałam się bariery. Nagle w kapitana uderzył piorun, krzyknęłam cicho. To nie fair, życie jest takie niesprawiedliwe... Statek zaczął w zupełności tracić równowagę. Upadłam. Okręt pod wpływem uderzenia o pobliską skałę  rozpadł się na dwie części. To skały ze wschodniej części, niedalekiej Arendelle. Jednak nikt nie miał cienia szansy nas zobaczyć. Zaczęłam spadać do wody. Zauważyłam sztalugę, którą znalazłam. Złapałam za nią. Obraz płótna był lekko zamazany, ale znaczna jego część przetrwała. Po chwili jego górna część była lekko czerwona. No tak, nie zatamowałam rany. Teraz pozwoliłam łzom spływać po mojej twarzy. Dryfowałam przez chwilę na wodzie, utrzymując się na drewnianej sztaludze wraz z płótnem. Ostatnie moimowolne wspomnienia o lodowym wierchu, o mojej mocy [ wtrącenie od autorki- To, że Elsa posiada moc lodu nie czyni jej niezniszczalną, a teraz jest w dodatku zdenerwowana i przestraszona, więc mechanizm jej daru jest zablokowany ], o Arendelle. Przypomniała mi się śmierć moich rodziców, to zabawne, a raczej smutne. Czyli przyszło mi zginąć tak jak moi rodziciele?.. -westchnęłam ciężko, po czym moja klatka piersiowa opadła, a ciało zimne i blade bezwładnie opadło na dno...





























Hello my dears ❤
Rozdziału nie było chyba miesiąc, wiem, że pewnie jesteście złe, ale naprawdę nie chciałam tego. W szkole mam teraz nawał + poprawianie ocen 😉 . Do tego moja psychika siada 😩☹ 
Trzymajcie za mnie kciuki 👌
Następny rozdział pojawi się prawdopodobnie w wakacje, ale postaram się dodać już w pierwszy ich dzień, a wtedy już systematycznie :**
Jednak posty myślę, że jako takie będą szybciej. A niedługo pojawi się post dotyczący rysunków i muzyki.
Zasmucił mnie jednak fakt, że nie było tych pięciu komentarzy 😢 ,  nawet z moim były tylko cztery... Aż tak źle piszę?.. Staram się jak tylko mogę.. Uwierzcie... Czy mogę na was liczyć?

Chciałam wam zaproponować reklamę waszych blogów na moim, w zamian za reklamę mojego bloga na waszych... Wtedy rozdziały byłyby na pewno chociaż trochę lepsze.. No trudno 😔 kto chętny niech pisze w komentarzu.!! 🌊🌊🌊





A co do rozdziału to jak myślicie co się stało z Elsą? Dlaczego umarła? Czy aby na pewno umarła? Jak zareagują na to inni? Czy ten kapitan był już kiedyś blisko rodziny królewskiej? Czy ten wypadek aby na pewno nie był zamierzony?? Wysilcie wyobraźnię i zgadujta w komentarzach 😁😁😆






~ do następnego, Cami 💎👑❄

sobota, 9 kwietnia 2016

Rozdział dwudziesty czwarty " "Ja też tęskniłem za tobą" i kolejny niechciany sen.."


ELSA













Przez dłuższą chwilę próbowałam usnąć. Przekręcałam się z jednego boku na drugi, próbując zaprzestać myśleć o nocnym koszmarze. Ułożyłam zdrętwiałe i zimne dłonie pod głową. Zamknęłam powieki zakrywając oczy zasłoną czarnych rzęs. Trwając w ciszy słyszałam przyśpieszone bicie mojego serca. Oddychałam szybko, próbując się uspokoić. Chciałam zapomnieć o ostatnim czasie. W glowie ciągle towarzyszyły mi smutne wyjaśnienia co do dzisiejszego snu, bądź podobne do niego scenariusze.
Nie zasnęłam już tej nocy. Gdy na niebie pojawiły się pierwsze oznaki poranka, podeszłam do okna. Podziwiałam wschód słońca opierając głowę na łokciach. Z zachwytem obserwowałam jak ciepłe kolory mieszają się i powiększają swoją objętość. Uwielbiałam patrzeć na takie krajobrazy. Oparłam się o ścianę koło okna. Ziewnęłam przeciągle. Momentalnie zakryłam usta dłońmi. Zganiłam się w duchu. Królowej nie przystoi takie zachowanie. Usiadłam na łóżku i przetarłam oczy. Zmęczenie uderzyło we mnie teraz ze zdwojoną siłą. Właściwie, to dawno juz zastanawiałam się czy to dobrze, że ja jestem królową. Na tym stanowisku spoczywa tak wiele obowiązków i wyrzeczeń..
Od dzieciństwa byłam uczona żyć bez uczuć, bez rodzinnego ciepła. Może to jednak chodziło też o moją silną moc, ale tęskniłam patrząc zza okien na dzieci pełne radości. Nawet Anna, była traktowana bardziej ulgowo, może dlatego, że miała więcej czasu do tronu? Nie wiem.. W tym momencie przypomniałam sobie o czymś. Co z Anną, Olafem i .. J-jackiem?! Zostali w pałacu widząc mnie wciąganą siłą do podziemia. Zaczęłam gorączkowo chodzić po pokoju. Myśl, że coś mogło się im stać nawet nie przechodziła mi przez głowę. Ze smutkiem przyznałam, że muszę opuścić to miejsce. Skierowałam się w stronę łazienki. Wzięłam kąpiel i zajęłam się dodatkową higieną. Wyszłam w puchatym ręczniku do pokoju i zajrzałam do szafy. Mój wzrok przykuła krótka sukienka koloru letniego zboża. Przypasowałam do niej wrzosowe butki na lekkim obcasie. Opuściłam     sypialnie i korytarzem udałam się do jadalni. Przywitała mnie służba, jednak wczoraj jej chyba nie było.. Zmieszana minęłam służbę i widząc Patricka uśmiechnęłam się. Poranna kąpiel na szczęście uleczyła mnie ze zmęczenia. Mężczyzna w garniturze odsunął mi krzesło i kłaniając się wyszedł.
-Jak ci minęła noc?- zapytał książę patrząc na mnie.
-Dobrze- odparłam po zastanowieniu.
-Jesteś pewna?- patrząc w jego oczy nie mogłam skłamać.
-Dręczyły mnie koszmary. W zasadzie to tylko jeden, ale bardzo go przeżyłam...- przyznałam patrząc  na swoje śniadanie. Wzdrygnęłam się na wspominek sztyletu, który trzymał Jack.
-Przykro mi.  Może na polepszenie nastroju przespacerujemy się?.- na odpowiedź przytaknęłam głową.


















Takim sposobem po dwudziestu paru minutach podziwiałam wielobarwne kwiaty wszelkiego rodzaju. Przemierzaliśmy ogród, który wielkością dorównywał wielu rezydencjom hrabiów.  Przysiedliśmy na marmurowej ławeczce.
-Piękny ogród- odparłam po chwili ciszy.
-To zasługa ogrodników i samej natury, ale dziękuję. Miło usłyszeć to z ust samej królowej. W tym momencie przypomniałam sobie o moim królestwie. Poruszyłam się niespokojnie.- Wszystko w porządku?- zapytał troskliwie. Coraz ciężej było mi go zostawić..
-Nie. Ja.. muszę wrócić do mojego królestwa- popatrzyłam w jego piękne ciemne oczy. Pojedyncza łza pojawiła się i słynęła po moim policzku. Nie chciałam go zostawiać. Przy nim czułam się bezpiecznie i dobrze.
-Nie płacz królowo. To nie jest godne ciebie. Rozumiem, że tęsknisz za rodziną. Ja też tęskniłem za tobą. Dlatego znalazłaś się tu- obdarował mnie swoim znakiem szczęścia.
-Chwila, co? To ty stoisz za moim zniknięciem?! A-ale te węże. Jak ty..- nie zdążyłam dokończyć.
-Znasz może niejaką Dinę Mar Dalensco? Pomogła mi- nie mogłam uwierzyć w jego słowa. Maczał palce w czarnej magii.
-Czyj to zamek? I jakim sposobem nie jesteśmy w Arendelle?- zmarszczyłam brwi. Zastanawiałam się czy on nie skrywa przede mną więcej niż sądziłam.
-To pamiątka po moim dziadku. Darował mi go w swoim testamencie. To był dobry człowiek-
-Przepraszam- współczułam mu. Wiem co to stracić bliskiego..
-Ależ nic nie szkodzi. Wracając, przyjeżdżam tu gdy chcę odpocząć. To otoczenie uspokaja. A w tym, że jesteś w mojej ojczyźnie pomogła mi Dina. Nie jest zbyt chętna do pomocy, ale ja pomogłem jej gdy ona była w potrzebie. Była mi to winna- zaczynałam wątpić w jego prawdomówność, ale nie miał powodu do kłamstw wobec mnie.
- Czy ty.. wiesz o moim darze?- zapytałam z nadzieją iż się nie wystraszy.
-Ależ oczywiście. Wiele księstw o tym wspomina. Nie bój się, ani myślałem unikać cię przez to. To piękny dar- przysunął się w moją stronę.
-Nawet go nie widziałeś- przyznałam patrząc na moje dłonie.
-Ale dużo o nim słyszałem. Pokażesz go?- zapytał z nadzieją w głosie. Musiałam się zgodzić. Mimo iż się bałam, nie chciałam go do siebie zrazić. Uniosłam prawą dłoń lekko do góry i skupiłam się. Przesunęłam nią w powietrzu, a ze śródręcza wydobył się obłok śnieżny. Już zapomniałam jaka to radość.
-Miałem rację. To piękny dar. Mam szczęście, że cię poznałem- w tym momencie zdałam sobie sprawę,że polubiłam księcia.
-Ja również. Dawno się tak  nie cieszyłam. Dziękuję - moje oczy zabłyszczały.
-To ja dziękuję. Chodź, robi się późno- podałam mu rękę i opuściliśmy ogród.



Na kolacji książę oznajmił, że jutro z wrócę do Arendelle. Zmęczona zasnęłam w mgnieniu oka.







~ Minęłam straż. Była jakaś inna. Nie reagowała. Z lekka zdziwiona uszłam dalej, by powitać siostrę. Zastałam ją razem z Olafem i Roszpunką w sali balowej. Przystrajali ją.
-Anno?- podeszłam bliżej rudowłosej.
-Elsa?!- wykrzyknęli wszyscy obecni. Rzucili mi się na szyję.-Wróciłaś, martwiliśmy się- odparła zdenerwowana dziewczyna.
-Już jestem. Nie ma więc powodów do zmartwień. Na co przystrajacie salę? -
-Na bal, nie pamiętasz?- rudowłosa spojrzała w tył. Ja poszłam w jej ślady. W drzwiach stał Jack. Odruchowo odsunęłam się o krok dalej. Bałam się go.
-O, Elsa! Znaczy, królowo. Cieszę się, że wróciłaś- widziałam, że mówi prawdę.- Anno, czy wspominałaś naszej jubilatce, z jakiej okazji urządzamy bal?
-Oh nie, wypadło mi to z głowy. Droga Elso- zwróciła się do mnie. -Wszystkiego najlepszego! Ciesz się. To twoje ostatnie urodziny, siostrzyczko- spanikowana jej psychopatycznym uśmiechem zaczęłam się nerwowo rozglądać. Wszyscy obecni zamachali mi po czym znów poczułam ten straszny ból. Rozrywał mnie od środka. Opadłam na ziemię. Bezsilna spojrzałam na powód. Nade mną stal Jack, ale nie ten co wcześniej. Był jakiś obcy. Z mojego lewego boku sączyła się obficie krew. Białowłosy wyciągnął sztylet i zamachał nim przed moimi  wyblakłymi oczyma.~



Obudziłam się zalana potem. Znów to samo. Ale przecież moje urodziny są za tydzień.. O co tu chodzi..



























JACK












Wylądowałem w jakiejś ciemnej jaskini. Odór atakujący moje nozdrza pobudzał żołądek do oddania reszty pokarmu. Ruszyłem przodem. W gromadkach leżały węże. Te same, które zaatakowały Elsę. Wyminąłem je, choć pragnąłem, by zapłaciły za krzywdę jasnowłosej. W tej również chwili zdałem sobie sprawę, że jestem w jaskini bez wyjścia. Nie wiedziałem co się stało z królową. Byłem jednak pewien, że to moja wina. Zostałem w Arendelle by ją chronić. Teraz nawet nie wiem, gdzie ona jest. Załamany ruszyłem w stronę powrotną z nadzieją, że odnajdę władczynię. Niestety nie. Stałem nad dziurą w lodowym wierchu i patrzylem smętnie na jaskinię.


Po wydostaniu się jeszcze chwilę patrzyłem smętnie na pustą jaskinię. W końcu udałem się do zamku.
-Jack!- Anna powitała mnie zmartwioną miną. -Znalazłeś ją?- pokręciłem głową. Rudowłosa zakryła dłonią usta.
-Gdzie ona jest? Gdzie Elsa? Widzę, że nie powiedziałaś mi Anno prawdy. Co z moją kuzynką?- odwróciłam się. Za dziewczyną stała Roszpunka z bałwankiem.






















HEEEEJ!
Jest rozdział. Jeszcze raz przepraszam za pomysł ze "Śmiercią " Elsy, bo podobnie było na innym blogu, ale pozmieniałam trochę, więc nie ściągam. A tamten blog był super ❤
Naprawdę. Długo przeżywałam smutny koniec historii. Bo była piękna i wciągająca.





A teraz o moim blogu. Jest mi smutno, że tylko dwie osóbki skomentowały mi poprzedni rozdział 😩
Dlatego tu niech będzie chociaż pięć komentarzy (od jednej osoby liczy się tylko jeden), bo nie będzie następnego rozdziału, a zdradzę, że będzie akcja się coraz bardziej rozwijać 😉   Przykro mi, że muszę na siłę prosić o komentarze, ale czuję, że nie chcecie za bardzo czytać tej historii..





Następny rozdział pojawi się za tydzień, bo mam wolne trzy dni- niech żyje egzamin trzecio-gimnazjalisty 😊😊😊😊






Bye!
~ Cami

środa, 30 marca 2016

Rozdział dwudziesty trzeci " Koszmar. Co on miał oznaczać?.."




Helllllllo 😄


Rozdział dedykuję Natalii NForefer , ponieważ ona jako jedyna komentowała dwa ostatnie posty. I dzięki niej piszę ten post w nocy. ❤


Ok zaczynamy, rozdział może być trochę smutnawy momentami ale on opisuje moje emocje , więc no.. ten.. no jeszcze jedno, myślę, że jakoś treść ujdzie, ale no, piszę go od nowa już z trzeci raz.. Jak zauważycie jakieś błędy to mówcie, bo piszę go po 22.00 i jestem zipnięta.






            MIŁEGO CZYTANIA!









ELSA




-Oh, witaj- usłyszałam oschły i pusty dźwięk. Spojrzałam w stronę, gdzie powinien być właściciel głosu. Jednak nic nie było. Zdezorientowana obróciłam się i zaczęłam rozglądać za nadawcą. Nikogo prócz siebie nie widziałam. -Nie przywitasz się, dziewczynko?- moja głowa mnie zabolała. Ten głos.. był niczym skrzek kruków lecz o wiele głośniejszy, ale rozpoznawałam w nim wcześniejszy.- Hihi, jesteś zabawna, gdy rozpaczasz- ten sam ton jednak głośniejszy. Zatkałam uszy i zacisnęłam powieki.- Co? Nieładnie kogoś ignorować, nieładnie..- przykucnęłam.
-Proszę, przestań- powiedziałam głucho zaciskając pięści.
-Przestać, ale dlaczego? Hihi- szyderczy śmiech, zarazem rozbawiony roznosił się echem po ścianach jaskini.
-To b-boli, proszę- powiedziałam prawie bezgłośnie. Mimo to nie płakałam, mówiłam sobie, że nie będę taka miękka.
-Głupia jesteś, sama zgodziłaś się na słyszenie mnie. Trzeba było nie podpisywać pergaminu od kobiety w czerni. Hihi- natarczywy głos wpełzł mi do głowy pomimo kurczowego zasłaniania uszu.
-Opanuj się dziewczyno-
-Czego chcesz?! Przestań! Przestań..- prosiłam i lekko otworzyłam przeszklone oczy.
-Jak to? To nie wiesz? Dina ci nie powiedziała? A to spryciara..- zaskoczenie było cichsze i mogłam juz stanąć na nogach i powoli odsłonić uszy.
- O ci chodzi? - próbowałam namierzyć głos.
-No więc widzisz.. Podpisując tamten zwój papirusu, zgodziłaś się oddać swoją duszę mnie. Trzeba było czytać mały druczek- usłyszałam coś okropnego. Nie mogłam oddać swojej duszy. Co z moim królestwem? Nie mogłam ich wszystkich opuścić.- Hahahaha..- znów ten koszmarny skrzek. Zakryłam uszy i przysłoniłam oczy trzęsącymi się powiekami.
-Chodź ze mną-usłyszałam już cichszy ton. I w tym momencie moim oczom ukazał się on. Patrick. Podszedł do mnie. Był ubrany w czarną aksamitną koszulę i spodnie oraz buty tego samego koloru. Wyciągnął rękę w moją stronę. Popatrzyłam w jego zielone, hipnotyzujące oczy. Byłam jak zaczarowana. Podałam mu swą dłoń, a on ukląkł i ją ucałował. To w nim mi się podobało, prawdziwy dżentelmen..
-P-patrick, co ty tu robisz?- mówiłam spokojnie.
-To jest nieważne, ale widzę, że ciągle nosisz naszyjnik ode mnie- pokazał ten swój czarujący uśmiech.
Spojrzałam na swój dekolt. Rzeczywiście, miałam na sobie podobny podarunek. Mimo umiarkowanej jasności w grocie srebrna gwiazdka na łańcuszku pobłyskiwała na wszystkie odcienie bieli. W odpowiedzi posłałam brązowowłosemu lekki uśmiech i chyba lekkie rumieńce..
Ścisnął moją dłoń, po czym zaczęliśmy kierować się w tylko mu znany kierunek. Po chwili znaleźliśmy się w przestronniejszym pomieszczeniu. Urządzony niby po królewsku przypominał gabinet władcy. W rogu przyuważyłam srebrzyste schody. Po chwili staliśmy u ich góry. Wszedł głębiej, poszłam w jego ślady. Ukazał nam się pokój. Panowała w nim lekko chłodniejsza temperatura przez lodowe ozdoby. Na wprost wejścia widniało okno w białej oprawie. Tuż obok duza biała szafa z drewna. Prostopadle do niej łoże z białego drewna z fioletową pościelą. Na wprost jasne drzwi, a obok nich stolik z fioletowymi pufami. Na środku wisiał kryształowy, lodowy żyrandol.
Podeszłam do okna. Widok z niego padał na ośnieżone góry, a w oddali dostrzegałam jeziorko.
-Piękne- spoglądałam na efekt rzeźbotwórczy.
-Miło, że ci się podoba. Za godzinę zejdź na dół zjemy kolację.- obdarzył mnie tym swoim spojrzeniem, po czy opuścił pokój.
Postanowiłam wziąć kąpiel. Otworzyłam drugie drzwi i moim oczom ukazała się niewielka łazienka. Nalałam wody dodając kilka pachnących olejków, które stały na małej półeczce nad zbiornikiem wody.

*
*
*





Po kąpieli owinięta w bawełniany ręcznik, podeszłam do szafy. Przejechałam palcami po widocznych słojach drewna. Otworzyłam drzwiczki i spojrzałam do środka. Nie spodziewałam się tylu pięknych materiałów. Wyjęłam szaro-fioletową suknie z koronkowymi wzorami kwiatów na dekolcie.
Spojrzałam na dno szafy. Widziałam kilka par butów. Wybrałam liliowe baletki. Nie musiałam się malować. Tym razem moja twarz prezentowała się znakomicie bez sztucznych kolorów. Spojrzałam nad duży mebel. Czarny zegar.
Zeszłam na dół. Powitał mnie Patrick. Razem udaliśmy się do jadalni.




















ANNA






Jack popędził szukać mojej siostry. Biedna Elsa. Ocierałam policzki ze słonych łez.
Dlaczego ona? Nie chciałam ruszać się z miejsca lecz miałam gości. Nie przystawało ich opuszczać. Razem z Olafem po pieszo powróciliśmy do zamku. Na dziedzińcu przywitała mnie Roszpunka.
-Oh, Anno!- zawołała i przybiegła do nas. - A kto to? O, czekaj . Ty jesteś.. Olaf! Zgadłam?- uniosła jedną brew.
-Skąd ty wiedziałaś?- bałwankowi zaświeciły oczy.
-Anka mi powiedziała..- przytaknęłam.-A gdzie Elsa? Miałyśmy szykować bal..- posmutniała.
-Em, Elsa..- spojrzałam się spanikowana na Olafa.-Musiała pilnie wyjechać, trzeba przełożyć ten bal-
-Oh, trudno. Poczekamy i urządzimy najlepszy bal pod słońcem!











ELSA






~ Przebudziły mnie ciche odgłosy. Zaspana ujrzałam twarz Jacka.
-J-jack, co ty tu robisz?
-Nic Elso, śpij- posłuchałam, a oczy same mi się zamykały. W pewnym momencie poczułam ogromny ból. Podniosłam powieki. W lewym boku miałam wbity ostry sztylet koloru czarnego. Rana ogromnie krwawiła, jak i bolała. Usłyszałam pisk w głowie. Złapałam się za ranę próbując sama nie wiem. Może myślałam, że uda mi się uśmierzyć ból i zatamować krwawienie?..
Spytałam się białowłosego czemu to zrobił. Jednak jego głos dla mnie stal się niemy, nie usłyszałam odpowiedzi. Pogrążona w bólu skuliłam się. Kurczowo łypałam powietrze do płuc. W glowie zastanawiałam się Czemu?
Aż do chwili. Spojrzałam na strażnika zabawy. Śmiał się. Nie słyszałam go, ale widziałam twarz. Szydził ze mnie.
W końcu z braku tlenu i wykrwawienia się zamknęłam załzawione oczy. Zasnęłam w głęboki, wieczny sen. Moje zakrwawione ręce bezwładnie opadły na czerwoną już, a dawniej fioletową pościel.~
Obudziłam się z krzykiem i przerażeniem w oczach. Odruchowo dotknęłam lewego boku. Nie było żadnego śladu.. Wystraszona opadłam na łóżko. Co to za sen? Co miał znaczyć?.. .




















HEJ, A JAK MYŚLICIE? CO SIĘ STAŁO ELSIE, KIEDY BYŁA PRZY PATRICKU ?? NO, CIEKAWE CZY ZGADNIECIE...


A I WIEM, ŻE PODOBNA ŚMIERĆ SPOTKAŁA ELSĘ NA INNYM BLOGU. ALE PRZECIEŻ ZMIENIŁAM TO I OWO, WIĘC BEZ FOCHÓW MI TU, NO. 😐😆
BO TO, ŻE UŻYŁAM SZTYLETU TO TYLKO DLATEGO, ŻE TO MOJA UKOCHANA BROŃ 💗💖 l










Bye, bye !! .

niedziela, 27 marca 2016

Happy Easter Everyone !!!! ❤

Well, hello ^^
















WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH ❕❗❕❗❕❗❕❗❕❗❗❕❗❕❗❕❗❕


SMACZNEGO JAJKA, SŁODKIEGO BARANKA MOKREGO DYNGUSA I UŚMIECHU NA TWARZY PRZEZ CALUŚKI CZAS.


KOCHANI ❤💗








A tak przy okazji chciałam PODZIĘKOWAĆ WAM WSZYSTKIM ZA CZYTANIE I KOMENTOWANIE TEGOŻ BLOGA. JESTEM BAAAAAAAARDZO WDZIĘCZNA MIMO IŻ NIE ZAWSZE JESTEM SYSTEMATYCZNA.






























































I przy okazji informuję, że rozdziału niestety jeszcze nie ma. Pisałam do tej pory, no ale już zipię no..




Przepraszam. Myślałam, że jak będę gdzieindziej na święta to będę miała spokój. Szkoda, ale nie, bo tu trzeba pomóc, tam zając się rodzeństwem, a ty odzywa się leń. Do wtorku chcę wstawić dłuższy rozdział. Nie chcę was znowu zawieść, no ale sami wiecie jak to jest....




I trochę mi przykro było jak tylko jedna osoba skomentowała. Oczywiście jej dziękuję z całego serca 💜💙


Ale czy ja aż tak źle piszę? Nwm.. Ale przecież anonimy też mogą komentować 😩






~ Cami

niedziela, 20 marca 2016

I came baaaaaaaaaaaaaaack !!!!!!!!


Hi!










Na początek baaaaaardzo przepraszam za to, że nie dodawałam postu kilka miesięcy. A wy i tak wchodziliście na mego bloga <3


DZIĘĘKUUUUUUUUUUUUUUJĘ
















Zacznę moje usprawiedliwienia od tego, że byłam chora, miałam i mam nawał lekcji i projektów -druga gimnazjum daje się we znaki... No i.... ..
"mała" załamka nerwowa .










No i kilka razy usunęło mi się to co napisałam -_-|| T.T












Ale zatęskniłam za wami i za naszą śnieżną parką ❤ ,
więc oto przybywam. Mam nadzieję, że nie zapomnieliście o mnie, albo mnie nie znienawidziliście ..




Mam więcej weny, bo pomyślałam "weź się w garść dziewczyno!" i postanowiłam reaktywować bloga.






Rozdziały co prawda nie będą bardzo często, ale myślę, że wytrzymacie ^^




Rozdział powinien pojawić się około czwartku- piątku, w ostateczności w sobotę,, bo, gdyż, ponieważ, na święta wyjeżdżam do rodziny daleko (ale w Polsce )i podczas podróży muszę się zmusić do napisania następnego rozdziału.












A do tego czasu liczę na waszą obecność ; w wyświetleniach , jak i w komentarzach.










Chętnie też poczytam wasze propozycje o wydarzeniach w next'cie 😄
















Hymm, kto przywitał Elsę w jaskini? Jak zareagował na sytuacje Jack i reszta? Hę? Uwolnicie swą kreatywność!


















To do niedługo!




~Cami

sobota, 23 stycznia 2016

I'm sorry , very very sorry

Hello my dear readers❕❗❕❗❕❕
Dzisiaj szybko i krótko. Mianowicie; rozdział będzie na pewno nie dzisiaj, bo, gdyż, ponieważ :
*Od tygodnia mam już ferie zimowe i mam leeeeeniiiiia >.<
*Pisałam już raz rozdział, ale mi się wziął usunął 😭
*nie mam chęci do ponownego pisania, a z przymusu to tego rozdziału nawet nie będzie chciało się czytać
*mam lekturę do przeczytania i dużo nauki








Więc nie bądźcie złe, ale to nie my fault.


Szczerze nie wiem kiedy dokładnie będzie rozdział, bo chciałabym by był on warty uwagi i czytania.






Jeżeli chcecie możecie podać kilka pomysłów na ciąg dalszy.




> Ale za to mam wenę do rysowania, więc możecie podać wasze propozycje rysunków, a ja je przemyślę ⌒.⌒


















To do następnego wpisu!!

piątek, 1 stycznia 2016

A happy new year and - już tyle wyświetleń, dziękuję! -


SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU 2016 ❕❗❗❗❕❕❕❕❗❗❕❕❕‼‼‼‼
*^^* ⌒.⌒














A TAK PRZY OKAZJI NIEDŁUGO BĘDZIE 11 000 WYŚWIETLEŃ!!
DZIĘKUJĘ WAM ZA TO :*
ZA TE WSZYSTKIE KOMENTARZE I WYŚWIETLENIA.
DZIĘKUJĘ KAŻDEMU; ANONIMOM,JAK I TYM KOMENTUJĄCYM. JESTEŚCIE WIELKIE !!
















~ Cami ~

środa, 30 grudnia 2015

rozdział dwudziesty drugi "Podziemie" + przepraszam za bylejaki rozdział :/

A ROZDZIAŁ DEDYKUJĘ Snow Moon i Rainbow Dash za skomentowanie poprzedniego posta! I przy okazji witam nową czytelniczkę 😃❕❗








ELSA
Trzymając toteż pióro czułam się jakby silniejsza. Czy to możliwe? Może to znak iż powinnam podpisać pergamin? Z każdym bliższym ruchem ręki bardziej wierzyłam w powodzenie.
Nagle przed oczyma ukazało mi się chyba jakieś wspomnienie. Miałam czarne jak noc włosy. Ciemny, a zarazem delikatny makijaż ukazywał szyderczy uśmiech.
To ja.. Szybko potrząsnęłam głową. Jednak nim zdążyłam spojrzeć na pergamin głowa zaczęła pulsować nieprzyjemnie na nowo, a przed sobą miałam kolejne wspomnienie. Ze wściekłą miną miotałam odłamkami białawego lodu w Strażników Marzeń. Koło mnie stał Czarny pan i szczerze się uśmiechał na powodzenie planu zemsty.
To okropne..
Nagle upadłam. Potknęłam się o drewniany kij Jacka.
Wszystko się rozmyło uderzając we mnie z ogromną falą bólu. Osunęłam się na lodową posadzkę. Przykryłam delikatnie oczy dłońmi. Każde wspomnienie z przeszłości, z poprzedniego życia zostawia na mojej duszy ogromną rysę poprzedzoną bólem. Odsunęłam ręce, gdyż zaraz miał mnie porazić kolejny potok wspomnień..
Leżałam na kanapie. Wokół mnie toczyły się rozmowy. Otwarłam oczy i zobaczyłam Strażników Marzeń. Ja chciałam ich zabić, a oni mnie ratują. Dopiero teraz to zrozumiałam. Tak źle ich traktowałam..
Nie chciałam widzieć więcej. Zacisnęłam mocno powieki z nadzieją o brak koszmaru. Zobaczyłam mnie i Anie szczęśliwe. Byłyśmy normalnymi siostrami z królestwa.
Czyli jeżeli podpiszę to moje królestwo będzie bezpieczne? Zastanowiłam się chwilę wśród pulsów w głowie. Jestem godna cokolwiek poświęcić. Każda królowa by zrobiła wszystko dla swojego państwa. Podniosłam się chwiejnym i lekko drżącym krokiem. Złapałam ponownie za pióro i popatrzyłam na pusty arkusz. Odetchnęłam głęboko i jednym ruchem złożyłam swój podpis. Wszystko znikło. Teraz widziałam co się dzieje dookoła. Przede mną stał Jack oraz Olaf ze smutkiem w oczach i Ania ze łzami. Podbiegłam i przytuliłam ich.
Nagle całe pomieszczenie zaczęło migotać czernią i zielenią. Podłoga zaczęła się trząść.
-Co się dzieje..?- spojrzałam zaniepokojona na otoczenie. Słyszałam pękający lód, widziałam jak rozstępuje się podłoże. W oczach moich towarzyszy był równie wielki strach i zdziwienie co w moich.
-Elsa, coś ty zrobiła..- Było widać bezradność Jacka.
-Co? O co ci chodzi? Przecież..- przerwał mi mój upadek. Spojrzałam na dół. Z pod połamanego lodu wiły się czarne węże. Nigdy wcześniej nie widziałam podobnych istot. Były dziwne. Jeden mnie złapał za kostkę. Próbowałam go wyrwać lecz zaciskał się na mojej kostce jeszcze bardziej, a w dotyku był śliski. Zaczął mnie wciągać do ciemnej dziury powstałej w wyniku rozdzielenia się lodowej posadzki. Szukałam wzrokiem reszty towarzyszy. Niestety oni też walczyli z wężami.


Popatrzyłam na czarne stworzenie, a następnie na otoczenie.
-Lód,lód!- krzyknęłam. Białowłosy usłyszał mnie i tak jak ja całą swą mocą starał się zniszczyć stwory. Udało się. Wspólnie zabiliśmy je wszystkie. Radosna podbiegłam i przytuliłam odruchowo Jacka. Momentalnie się opamiętałam i odsunęłam. Nie pierwszy raz emocje górują nade mną. Zauważyłam Anie i Olafa. Oni mieli wystraszone miny. Nie rozumiałam ich. Nagle twardo upadłam na posadzkę. Nic już nie czułam. Zapadłam w mroczne odmęty snu.






















*
*
*




















Otworzyłam powoli oczy. Z bólem przekręciłam głową. Starałam się stwierdzić gdzie jestem. Była to chyba jaskinia. Wszędzie dało się dostrzec gromadki tych oślizgłych stworzeń. W całym pomieszczeniu czuć było zgniliznę. Wstałam i ostrożnie zmierzałam na przód. Tym razem węże jakby trzymały dystans. Doszłam do starych, spróchniałych, drewnianych wrót. Lekko je odchyliłam.
-Och, witaj- usłyszałam.












JACK




Dwa węże obwiązały kostki Elsy. Niczego nieświadoma chcąc zrobić krok uderzyła głową o posadzkę. Została wciągnięta do wyłamanej dziury lodowej. Szybko podbiegliśmy na miejsce. Ani śladu po królowej. Poczułem pewną pustkę głęboko w sercu


Obejrzałem się do tyłu i zauważyłem smutek na twarzy Anny i Olafa. Miałem pilnować platynowłosej..
Szybko wskoczyłem do głębi podziemi. Cokolwiek mnie tam spotka, moim obowiązkiem jest uratować młodą królową.
























CZEŚĆ 😁


WIEM, ŻE KRÓTKI I NIE W TERMINIE, ALE TEN ROZDZIAŁ JEST PO TRZECH PRÓBACH PISANIA, PONIEWAŻ PIERWSZA BYŁA ZŁA, DRUGA PIĘKNA LECZ NIESTETY MI SIĘ USUNĘŁA :( .


TERAZ WENA JEST, ALE CZASU BRAK -.-
ALE MOGĘ ZAPEWNIĆ, ŻE BĘDZIE SIĘ DZIAŁO ^_^
TAK, WIĘC POZOSTAJE TYLKO CZEKAĆ.














A TERAZ WY OPOWIADAJCIE JAK MINĘŁY WAM ŚWIĘTA! CO DOSTALIŚCIE POD CHOINKĘ I CZY ODWIEDZIŁ WAS JACK MRÓZ, BO MNIE NIE! ❄✳😐😒





sobota, 12 grudnia 2015

Święta są już tuż tuż.... i serdeczniaście witam nowe czytelniczki..

No heej śnieżynki (nadal myślę nad nazwą) ! Na początku chcę powitać ELISABETH VAYLA'E (dobrze napisałam?) i NATALII FOREVER NA TYMŻE MROŹNYM BLOOGU.!!

A TERAZ  :

Dzisiejszy post to nie.  rozdział.
Czemu? Rozdział 22 jest już w miejszej połowie, ale jakoś nie mam tak więcej czasu na dokończenie. Jednak MYŚLĘ, ŻE ROZDZIAŁ POWINIEN POJAWIĆ SIĘ W NADCHODZĄCYM TYGODNIU, więc cierpliwości ^^ .

Patrząc na te trzy komentarze od was, jesteście ZA postami o robutkach i poradach. Dlatego miło zapraszam na dwa DIY-podobne twory.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.

.
.
.
.
.
.
.
.

Pierwszy to alla szybki, bo w może 10 minut razem z robieniem zdjęć (,a zazwyczaj rysuję dokładniej i dłużej, ale nie ma żadnego posta, więc postanowiłam zrobić coś na szybko) rysunek Chibi.
INSTRUKCJA KROK PO KROKU :


1. Rysujemy koło i dzielimy je na pół w pionie i mniej więcej na pół w poziomie.


2. Konturujemy szczękę postaci.


3. Tworzymy lineart, czyli główne kontury ciała.


4. Rysujemy niezbędniki, czyli włosy, ciuchy i buty.


5. Dorysowywujemy dodatki, np. Kwiatek(, który chibi trzyma w dłoni).








Przepraszam za jakość, ale kiepskie światło i aparat.
No i ręce w rzeczywistości są ładniejsze. Na prawdę ;D











A teraz drugi Diy twór, czyli śnieżynka/gwiazda z papieru :





1. Kartkę papieru(najlepiej rysunkowego) składamy w o taki sposób  :


2. Prostokąt wycinamy, zotanie trójkąt.


3. Otrzymany trójkąt składamy na pół.


4. Teraz od strony trzymającej wszystko, (nie od tych porozdwajanych powstałych po złożeniu) wycinamy paski (przeważnie wycina się sześć pasków, ale ja się zapomniałam i wycięłam osiem xD Efekt ten sam) .


5. Tak oto wygląda to po rozłożeniu.


6. Teraz na przemiennie sklejamy rogi pasków.


7. Powtarzamy te kroki na kolejnych czterech kartkach (czy tam ile ma gwiazda rogów) i boki zszywamy zszywaczem do papieru. 



! KONIEC !
  



Myślę, że skorzystacie z tych istrukcji i, że rady się spodobały.





I MOJE PYTANIA :
LUBICIE ŚWIĘTA BOŻEGO NARODZENIA?JESTEŚCIE JUŻ NA NIE GOTOWI? 
I CZY CHCECIE WIĘCEJ TAKICH ART DIY'ÓW??




LICZĘ NA SZCZERE ODPOWIEDZI.

I DZIĘKUJĘ TYM OSOBOM, KTÓRE SKOMENTOWAŁY OSTATNI POST :)



niedziela, 6 grudnia 2015

".. A zatem, zatem... To od was zależy przyszłość tegoż bloga..!"

No hej, otóż krótko i na temat.
Nadszedł czas szkoły, nauki i kompletnego braku czasu. 
Na tymże blogu choć rozdziałów coraz więcej i ponoć dość udanych, komentarzy jest jakże mało.

To nie tak, że zależy mi tylko na ilości komentarzy. Nie. Poprostu one jak każdemu bloggerowi dodają weny, natchnienia i chęci do dalszego prowadzenia bloga. Ja pisząc kolejne rozdziały naszej śnieżnej parki staram się jak najlepiej napisać dalsze przygody Elsy.
Więc, chodzi mi o to by więcej osób komentowało, bo myślę, że nie podoba wam się to co piszę :( . W komentarzach przecież możecie pisać swoje opinie, przemyślenia, reakcje dotyczące posta, a nawet możecie krytykować lub pochwalać moje wpisy.
Możecie też radzić jak pisać lepiej lub dodawać własne pomysły, które mogłabym może wykorzystać urozmaicając tym tego bloga. Dla mnie to bardzo ważne, bo kocham pisać, zwłaszcza opowiadania fantasy, a przez brak czytelników lub komentarzy myślę, że się do tego nie nadaję :( .

Więc, proszę niech komentują ci co czytają, a anonimki niech się podpisują. Zależy wam na tym blogu? Bo ja nie chcę go usuwać, ale dla kilku osób pisać się nie opłaca.
Jeżeli chcecie mogę np. Pisać tu też oddzielnie np. Porady dotyczące nwm.. może rysowania, dobierania ciuchów do dodatków, robutek ręcznych(robienie własnych ozdóbek).. bo można powiedzieć, że jestem nawet w tym dobra.
Możecie zadawać mi różne pytania o mnie, blogu lub dotyczące pomysłów wyżej wymienionych, a ja mogę na nie odpowiadać. Na tym blogu nie muszą być tylko opowiadania.
Jeżeli chcecie to mogę w zamian za POLECENIE TEGO BLOGA zrobić danej osobie jakieś tło lub narysować coś i wysłać tu zdj rysunku. Ale możecie też udostępniać tego bloga bezinteresownie. To zależy od was.
Czas wstawiania rozdziałów i ich jakość zależy od was.
Jeżeli wam się spodoba pomysł innych elementach na blogu to niedługo może pojawić się post dotyczący Świąt Bożego Narodzenia. A, że ja uwielbiam robić własnoręcznie ozdoby, to mogę wam pokazać instrukcje ich wykonania, stworzyć świąteczne rysunki i do nich porady, a także możemy pogadać o świątecznych strojach ^^  .
Przemyślcie , więc to wszystko i dajcie mi odpowiedzi na każde z punktów w poście. PONIEWAŻ JA NA TAKIE DODATKOWE WPISY MOGĘ CODZIENNIE POŚWIĘCAĆ CHWILĘ! No chyba, że jakiś nagły wypadek :D
Ps. Nie hakujcie, bo ja nie wymuszam komentarzy.
PA, czekam na szczere odpowiedzi :*

sobota, 31 października 2015

Rozdział dwudziesty pierwszy "Śmiało, podpisz dziecko!"

JACK
Patrzyliśmy w skupieniu na kryształ, teraz mieniący się na biel i błękit o odcieniu bliskim perle. 
Jak duże było nasze zdziwienie, kiedy nic nie ujrzeliśmy, a tylko bez celu wgapialiśmy się w obraz przedmiotu. 
Spojrzałem na naszego gościa, widocznego w drewnianej ramie okiennej. Wiedziałem, że nawet nie odpowie na moje pytania, więc wstrzymałem się na pytającej mimice twarzy.
Tak, jak się domyślałem, ani jednej odpowiedzi. Cicho westchnąłem.
Odwróciłem się z powrotem w stronę współpracowników. Norh oparł ręce o swój brzuch, Ząbek latała nerwowo trzepiąc swoimi cieniutkimi skrzydłami, a przy niej o dziwo nie krążyły jej małe kopie. Zając, znaczy kangugr wydawał mi się śmieszny- patrzył na kryształ marszcząc swój nos. To naprawdę wyglądało komicznie, przynajmniej dla mnie. Piasek wyświetlał nad swoją głową różne znaki, ale przewijał je tak szybko, że nie sposób było je odczytać.
Każdy na swój sposób starał się odczytać wiadomość od księżyca.

Już od kilku dobrych minut stoimy bez niewiedzy, a Elsa jest coraz bardziej zagrożona..
-Wiem!- Ząbek z radością uniosła ręce w górę, po czym cała opadła na powierzchnie drewna.
-Co wiesz?- Zając zmienił swoją minę na zaciekawioną.
-Rozumiem, co chce nam przekazać księżyc!- pełna entuzjazmu podeszła do nas, a raczej podbiegła.- Mamy użyć kryształu do odnalezienia Diny- oparła swój ciężar ciała o nadal podświetlany promieniami naszego przyjaciela przedmiot.
-Ale jak?- zadałem pytanie, które chyba pasowało do zaistniałego problemu.
-Tego nie wiem- przyznała spuszczając opierzoną głowę.
-Hmm, może.. O, już wiem! Tak samo jak znaleźliśmy Zębuszkę- wyjaśnił Zając. 
Popatrzyłem z zapytaniem na Ząbka, a ona tylko wzruszyła ramionami.
-No właśnie, nigdy mi nie chcieliście powiedzieć, jak to było ze mną!- obarczyła ich niemiłym spojrzeniem. Czyli, nie tylko przede mną skrywa się tajemnice, super! Uśmiechnąłem się w duchu.
-Posłuchaj, więc. Tym kamieniem- North wskazał na błyszczący kryształ.-posłużyliśmy się by określić twoją lokalizaję. Wystarczy nakierować odbijany przez kamień promień na strefę marzeń- wskazał na ogromny globus po środku ogromnej sali głównej. 
-Ale jak wy to zamierzacie zrobić?- spytałem pełen obaw co do powodzenia owego planu.
-Frost, czy ty zawsze będziesz zacofany?- uszaty zaśmiał się, czym mnie zdenerwował. Podleciałem do niego i przycisnąłem kraniec drwa do ofutrzonej, szarej szyi kangura.
-Ja nie jestem zacofany!- przecisnąłem to zdanie przez zęby chamując złość.-kangurku- dodałem po chwili, kryjąc tym razem śmiech.
Obarczył mnie spojrzeniem dalece przeciwnym od tego przyjacielskiego. Nie pozostawałem dłużny. 
-Chłopcy spokój!- do moich uszu dostał się nieprzyjemnie głośny krzyk Zębuszki.-To nie czas na kłótnie. Ty Jack- wskazała na mnie.-chyba chciałeś pomóc chronić Elsę, ale jak widzę, minęła ci takaż chęć- tu Ząbek miała rację. Chciałem ochronić młodą królową przed wszelakim złem, a przecież każda minuta jest cenna.
-To.. na co czekamy?- zapytałem podnosząc spuszczoną dotychczas głowę i uśmiechając się zawadiacko.

ELSA
Opuszczałam pałac nierównym, szybkim tempem. Przez to miałam wrażenie, że Olaf nie może mnie dogonić. Zwolniłam. Do moich stóp dobiegł bałwan.
-O,... Elsa.. weź zwolnij troszkę..- sapał chwilkę.
-Dobrze. Chodź, już niedaleko- wskazałam palem na coraz to większy obraz stajni królewskej.
Tym razem to ja musiałam doganiać mojego towarzysza. 
Odtwarłam ciemne drzwiczki i momentalnie poczułam zapach siana i zwierzęcych igraszek. Gdy jeszcze byłsm mała, przed tragicznym dla mnie wypadku.., kochałam spędzać tu czas. Może takie miejsce nie pasuje do wyrafinowanej księżniczki- teraz królowej, ale są widocznie wyjątki. Uspokajałam się przy jeździe konnej z rodziną. Nie wolno mi było jeździć samej, ale wolałam towarzystwo rodziców, niż prywatnego trenera.

Przechodziłam wzdłuż kolejnych boksów, poszukując odpowiedniego konia. Znalazłam Colda. Ten koń towarzyszył mi długo, znam go od źrebaka. Ma biało-szarą maść ze śnieżną, jak perwszy śnieg grzywą. Wyprowadziłam go nie trudząc stajennego. Uśmiechnęłam się do mojego starego przyjaciela.
Zasiadłam na siodle i chwilę później przebywał już obok mnie Olaf.
Zatrzymałam przechodzącą służkę.
-Powiedz, proszę mojej siostrze, że niedługo wrócę, by się nie zamartwiała- chwilę później opuszałam arendellskie bramy królestwa.
Tępo jazdy, mimo letniej pogody przyprawiało nastrój nerowym. Nie wiedziałam co dokładnie ujrzę na miejscu lodowego wierchu.

Droga zdawała się dłużyć, a z każdym kilometrem pogoda traciła blask. W końcu moim oczom ukazały się lodowe schody, które zbudowałam, by ułatwić dostęp do pałacu.
Wjechałam niepewnie. Dłonie mocniej zaciskały się na brunatnych lejcach. Odetchnęłam głęboko chcąc tym dodać sobie odwagi.
Słowa Olafa przeistoczyły się w życie. Przede mną istniał koszmar. Mój stary pałac, teraz jażąco zielono-czarny, jakby emanował złem w czystej postaci.
Co mnie zaskoczyło, był cały, nietknięty, a pamiętam, że przecież po nieprzyjemnych dla mnie wydarzeniach, lodowe mury znacznie ucierpiały.
Koń ruszając wprzód rżał, co rozumiałam jako się bał. Olaf mamrotał coś pod swoim marchewkowym nosem, co nie ułatwiało podróży.
Zsiadłam z konia i pomogłam też to uczynić bałwankowi.

Atfosmera była cicha. Za cicha. Niepewnie dawałam kroki w kierunku wrót pałacu. Obawiałam się co znajdę we wnętrzu niegdyś mojej budowli.
Pociągnęłam za wyżłobioną klamkę w czarnych, wcześniej kryształowych drzwiach. Spojrzałam w tył na Olafa. Kurczowo kiwał głową bym weszła do środka.
              *      *       *
Wszystko było w kolorach czerni i zgniłej zieleni. To przyprawiało mnie o dreszcze.
Nikogo nie zastałam sprawdzając pomieszczenia. Pozostała górna część pałacu.
Szłam drżąc cicho. Moją uwagę przykuło światło emanujące z największej tam sali.
Teraz się nie bałam. Kierowała mną ciekawość. Pewnie wkroczyłam. Stałam przed ogromną kulą światła,.. która unosiła się w powietrzu!?
Dotknęłam jej, a moje koniuszki palców momentalnie zostały poparzone. Szybko się odsunęłam. Teraz obserwowałam kulę z przestrachem.

Zaszłam za tył. Tron. Jednak nie taki zwyczajny. On był cały z czarnego piachu.
-Witaj! Miło cię widzieć!- usłyszałam za sobą. Odwróciłam się. Osobą tą okazała się być kobieta. Dość młoda. Na oko mogła mieć góra 26 lat. Posiadała jednak włosy o odcieniu szarawym. Blado-brudna cera i czarny makijaż. Sukienkę miała także czarną, przylegającą do jej ciała. Buty najzwyklejsze w ciemnym kolorze.-Nie przywitasz się ze mną?- zsmutniała.
-Nie.- postanowiłam być stanowcza.-Zapewne to twoje dzieło- wykonałam okrąg rękoma.
-Oczywiście-
-Musisz, więc wiedzieć, że ten pałac to moja własność, ja go zbudowałam- przymrużyłam oczy.
-Oj dziecko, a czy jest gdzieś podpisany? Haha, nie bądź żałosna- wkurzyłam się. Co ona sobie wyobraża?! Zacisnęłam mocno dłonie  kumulując w nich mą moc.
-Radzę ci opóścić to miejsce! Nie wiem kim jesteś i co tu robisz, ale nie jesteś tu mile widziana- syknęłam ze złością i wzgardą w głosie.
-Nie igraj ze złem, dobrze ci radzę- powiedziała sucho.
-Wynoś się z mojego terytorium- strzeliłam w nią śnieżną kulą. Czego nie plsnowałam. Moja moc mnie nie słucha..!
-Śnieżkami chcesz mnie pokonać?- tafiła we mnie czarnym promieniem, ale nie potrafiłam stwierdzić co to dokładnie. Wiem tylko, że z każdym ciosem bolało coraz bardziej. Moja magia mnie nie słuchała, więc ja przegrywałam.-Przegrywasz, nigdy nie wygrasz z siłami ciemności- usłyszałam głucho, ale to wystarczyło bym podniosła się na duchu.
Zaczęłam miotać większymi amunicjami. Moc się ustabilizowała. Teraz nie widziałam przestrzeni poza mną i tamtą kobietą. Nasze siły działały przeciw sobie.
W pewnym momencie wytworzyło się między nami czerwono-żółe światło tworzące pojedyńcze błyski.
Otoczyło nas. Nic nie widziałam, prócz czarnych i czerwonych błysków. Nie wiedziałam co się dzieje. Czułam się coraz słabsza.
-To nie musi się tak skończyć- usłyszałam co ledwo. To pewnie tamta kobieta..-Możesz dołączyć do mnie- przed oczami zamajaczył mi papier i póro.-Podpisz, a wszystkie te męki się skończą- gdzieś słabo usłyszałam wołanie "Elsa, nie!", ale to mogło mi się zdawać. Nie wiedziałam co robić. Podpisać? Co będzie później ze mną? Z mi bliskimi? Czy nie podpisywać? Ale wykończę się w tych cierpieniach, więc zakończę swój żywot, który cudem odzyskałam. Czułam rany na skórze. Czy te czerwone światła to ogień? On działa na mnie dwa razy groźniej! Głowa zaczęła mi głośno pulsować. Słyszałam w tle kłótnie krzyków: "Śmiało, podpisz dziecko!" i "Nie, Elsa! Nie rób tego!"
Kurczowo chwyciłam granatowe pióro.





No hej! W końcu napisałam, ale jestem dumna z tego rozdziału, a wy jak uważacie?
I przepraszam za błędy, ale piszę z komórki i nie podkreśla.
PS. DODAŁAM MÓJ RYSUNEK PUNKI I KOGO? ZNACIE "L"?
I TAKI RYSUNECZEK W KILKA MINUT <3
ŁADNE? OCEŃCIE PRAWDZIWIE, KRYTYKE TEŻ TRZEBA PRZYJMOWAĆ ;D

niedziela, 11 października 2015

Ważne info!!

Cześć, dzisiaj tak niestandardowo i krótko, bo muszę was poinformować, że dzisiaj rozdziału raczej nie będzie. Przekaładam go na zatydzień z powodów następujących:
* szkoła i szkolne obowiązki, które chcąc, nie chcąc zajmują znaczną częś dnia i jeszcze teraz mam grubą lekturę do przeczytania, czasu malutko, bo tylko chyba tydzień,
* moje życie, bo każda z nas ma przzecież swoje własne,
*obowiązki domowe, w tym niańczenie rodzeństwa, bo jestem najstarsza,
*napisany dotychczas rozdział mi się usunął i z powodu złego samopoczucia nie chce mi się pisać od nowa..

Może doskrobię coś do środy, ale nieobiecuję, bo pisanie to ma być przecież przyjemność, a nie przymus.
Liczę, że nie opóścicie tego bloga i poczekacie
Mimo to zapraszam na trzeci  rozdział na rozdział na moim drugim blogu.




Wasza jelsowiczka Cami :*

sobota, 19 września 2015

Rozdział dwudziesty "Bogini mroku i złych wspomnień" + pytania

.. i zobaczyłam Olafa. [Ale was zmyliłam, haha xP dop.aut.] Wystraszyłam się, bo miał poprzestawiane części ciała i przerażoną minę.
-Olaf! Co ci się stało?!- przykucnęłam przy nim. Zacisnęłam mocno moje lodowate dłonie. To mój twór. JA wprawiłam go w życie. Dlatego JA muszę go chronić. Przecież cząstka mnie jest w jego istocie.
-Oo.. Elsa ledwo co zdołałem uciec!- wydawał z siebie zasapany odgłos. 
-Uciec od kogo?- denerwowałam się coraz bardziej, a moje już sine palce jeszcze mocniej wbijały się w równie zimne i blade dłonie, co nieboszczyka.
-Od.. Puszka..- sapał dłuższą chwilę, po czym uspokoił się i rozpromienił.-No. To może ja zacznę od początku- pokiwałam powoli zgodnie głową.-Wczoraj po wizycie w pokoju tego białowłosego dziadka z tą dziwną laską [Chodzi mi o jego drewniany kij. dop.aut.] wyszedłem z zamku, bo w oknie, z którego widać  obrębek gór zobaczyłem jakąś śnieżycę. Okazało się, że to nasz Puszek! Ale miał dziwnie zielone oczy i wogóle był jakiś inny. On, nie wiem czemu, wkurzył się i ukazał te swoje ogromniaste lodowe kolce, z których kapała jakaś dziwna zielona maź! Jakby jad z kolców jadowitego węża jakiegoś, czy co!- naprawdę byłam zdziwiona. To prawda?
-Co?-
-No mówię przecież co, słuchaj mnie. Puszek zaczął mnie gonić. Ledwo uciekłem! A i jeszcze, twój lodowy pałac trochę się zmienił. Lód zabarwił się na zieleń i czerń. To coś strasznego mówię ci!- rozluźniłam dłonie, pozostawiając lekko rozdartą skórę. Wiedziałam, że ją uszkodziłam, bo te miejsca bardzo mnie piekły. Starałam się jednak stłumić ten ból. Odchyliłam się lekko do tyłu, a moje źrenice chyba w pełni pokryły turkus tęczówek.
-A-ale przecież puszek zginął- stwierdziłam, dopiero teraz sobie o tym przypominając.-Nie mogłeś, więc go widzieć, a co dopiero uciekać przed nim- z moich śliwkowych ust padło kolejne wiarygodne stwierdzenie.
-Wiem, ale mówię, że go widziałem! Nie wierzysz mi?- zapytał patrząc na mnie szklącymi oczami.
-Wierzę ci. Tylko, jakim cudem nasz śnieżny stworek żyje?- to pytanie teraz zajmowało moje myśli. To niemożliwe..
-No nie wiem, ale chyba musisz tam pójść, bo coś mi się wydaje, że ta cała sytuacja nie skończy się dobrze- miał rację. Były bardzo małe szanse, że Puszek nie dotrze do wioski.
-Dobrze. Idźmy, więc- wstałam i razem z Olafem ruszyliśmy w stronę stajni.

                 








JACK




-No, przecież wiem, że Mrok chce ją uprowadzić- odeszłem na kilka metrów.
-Ale North nie mówi o księciu koszmarów- podleciała do mnie Ząbek.
-Co?! Kto jej grozi?- poderwałem się gotowy na odpowiedź.
-Dina Mar Dalensco- kangur [czyt. Zając Wielkanocny] wysyczał ze złością te przydomki.
-To sama bogini Mroku i złych wspomnień- kontynuowała zmartwiona wróżka.
-Kto?- nigdy o kimś podobnym nie słyszałem. Znowu mają jakieś sekrety?!-
-To jedna z pierwszych strażników stworzonych przez księżyc. Miała pomagać Czarnemu Panu. Zło i mrok w średniowieczu podziałały na nią niestety tak samo jak na jej wspólnika. Nie słyszałeś o niej, bo nie stwarzała kłopotów. Nie widzieliśmy, więc potrzeby, by ci o niej wspominać, ale teraz musimy- skierował się do mnie North z wyciągniętymi bezradnie rękoma.
-Mrok przeciągnął ją na swoją stronę przeciw księżycowi. Jednak Dina wolała działać sama. Zamieszkała gdzieś w podziemiach. Nie znamy dokładnej lokalizacji. Od tamtej też pory oba czarne  charaktery są dla siebie wrogami. Nie wiemy jak, ale bogini złych wspomnień dowiedziała się, że Elsa jest księżycowym dzieciem. Teraz biedna jest podwójnie zagrożona. Musimy zwiększyć ochronę. Nawet nie wiesz ile złego może uczynić choćby mała igiełka nasączona czarną magią wbita w serce nieskalanego dobra. To dlatego za wszelką cenę staramy się chronić Elsę- kończył North nerwowo chodząc po sali. Widziałem, że naprawdę się niepokoi. To wszystko jest straszne. Kolejny ciężar jest nałożony na duszę królowej Arendelle. Tylko czy ona jest czemuś winna? Nie. Powoli zatraca się w nicości pozbawionej radosnego życia przez nas. Nie dbaliśmy o nasze obowiązki tak jak trzeba. Czyli to też moja wina. Jeżeli znowu umrze, nie daruję Mrokowi ani tej całej Dinie.
-Wiecie co zamierza?- zapytałem z nadzieją w głosie.
-Niestety nie- uszaty spuścił głowę, a po nim pozostali.

W tym momencie pomieszczenie rozświetliło się jeszcze bardziej. Wszyscy bez wyjątku zwróciliśmy wzrok ku górze. Przez dziurę okienną w dachu wbijała się poświata najpotężniejszego strażnika dziecięcych marzeń. Pojawiał się bardzo rzadko, więc to musiała być naprawdę poważna i kryzysowa sytuacja. Jeden promień światła, ten najszerszy skupił się na krysztale, który ukazywał nowego strażnika. Wszyscy też tak myśleliśmy. Jak bardzo się pomyliliśmy.








HEJO! ROZDZIAŁ BYŁ WIEKI TEMU, ALE MAM DIAGNOZY, KARTKÓWKI I TONĘ PRACY DOMOWEJ. I JESZCZE W PIONTEK BYŁO SPRZĄTANIE ŚWIATA. O, JENY! KILKA PRZECHODZONYCH GODZIN I BÓL NÓG! ALE PRZYNAJMNIEJ DOTLENIŁAM MÓZG I MACIE NOWĄ POSTAĆ. CO MYŚLICIE O DINIE MAR DALENSCO??
I NAPISZCIE JESZCZE CZY WOLICIE KRÓTKIE ROZDZIAŁY CZĘŚCIEJ, CZY DŁUŻSZE RZADZIEJ. TO WAŻNE.